piątek, 17 lutego 2017

Poradnik (przyszłego) studenta

Same piątki w liceum? Świadectwo z czerwonym paskiem? Wyniki z egzaminu dojrzałości wyższe od wagi przeciętnego maturzysty? Nie pozostaje nic innego, jak kontynuować edukację. Tak, pora iść na s t u d i a.
To był dla mnie szok. Coś jak zderzenie z rzeczywistością. Wybierasz dobry kierunek, bo w końcu w liceum byłeś jednym z lepszych. Jesteś przygotowany na to, że będzie ciężej, no ale TY NIE DASZ RADY?
Nie liczysz się z tym, że dobra passa przeminie. Że nikt nie będzie się nad tobą rozczulał i że nauczyciele nie będą biegać za tobą i prosić, żebyś się douczył. Przecież tak było od zawsze - pedagodzy mogli być irytujący, ale zazwyczaj większość z nich dbała o poziomy wiedzy swoich uczniów. Na studiach będzie podobnie, nie? W końcu uczelnia. W końcu universitatis. W końcu czysta wiedza. Otóż... no, nie do końca.
Zamiast prosić cię o uczenie się, prowadzący będą mieć cię serdecznie gdzieś (no chyba, że jesteś na kierunku, gdzie rocznik liczy 20 osób). Co więcej, niektórzy będą nawet nieprzychylni i będą starali się cię uwalić. Niemożliwe? A jednak.
Co więc zrobić? Jak sobie z tym poradzić? Jak zmierzyć się z nową rzeczywistością?
Rada pierwsza: nie przejmuj się. To zupełnie naturalne, szczególnie na jakichś obleganych kierunkach i szczególnie podczas pierwszych semestrów. Zaliczasz wtedy najmniej ważne przedmioty, których nauka często jest dla wykładowców nie-wiadomo-dlaczego poniżająca (to w dużej mierze bardzo wykształceni ludzie i podobno większość z nich zajęcia na pierwszym roku traktuje jako karę). Ponadto to w tym okresie można zgarnąć najwięcej warunków, więc jeżeli zostaniesz na takowy skazany - miej na uwadze, że nie zawsze jest to z twojej winy. Na studiach dużo zależy od szczęścia.
Rada druga: naucz się żyć z poczuciem niesprawiedliwości i bezsilności. Ponadto zrezygnuj z krnąbrności i unoszenia się honorem - czasami, niestety, będzie trzeba po prostu odpuścić.
Rada trzecia: staraj się wszystko zaliczać (bez skojarzeń ( ͡° ͜ʖ ͡°)) jak najszybciej. Może to oczywiste, ale jeżeli możesz podejść do "zerówki" - zrób to. Podejmuj ryzyko, bo często nie masz nic do stracenia. Chodź na pierwsze terminy nawet, jeżeli nie ogarnąłeś całego materiału - a nuż trafi ci się coś, co umiesz. A jeśli nie, to możesz spróbować ściągać (osobiście to odradzam, to opcja tylko dla odważnych i wprawionych).
Rada czwarta: wyluzuj i nie wierz we wszystko, co przeczytasz w internecie. W swoim poście bardzo generalizowałam. Każda uczelnia jest inna (nie każda jest tak bezlitosna, jak moja) i, mimo że początki naprawdę mogą być zniechęcające, warto się nie poddawać. Studiowanie to piękny czas, który niesie ze sobą masę ciekawych możliwości - zdobywamy nową wiedzę, nowe (często na całe życie) znajomości, doświadczenia... to coś, na co każdy powinien mieć szansę.
I, mimo że czasami załamuję ręce, trudno byłoby mi zrezygnować ze studiów. Mogę się obrażać na niesprawiedliwe według mojego sumienia oceny, mogę obrażać się na profesorów - ale takie jest życie. Można wiele nauczyć się na przyszłość.

Dobrego dnia/tygodnia/miesiąca!
Xoxo